poniedziałek, 12 września 2011

Nie rozpuszczaj gęby nie rozpuszczaj bo ci spuchnie

Twój bóg cię zabije, cokolwiek zrobisz. A ja ci pozwolę być tu już na zawsze. Co ty na to? Będziesz pływał w baseniku płynnej szczęśliwości, i, jeśli tylko zechcesz, możesz zapełnić go krwią. Będziesz tam już na zawsze, z niczym się nie spiesząc, niczego nie pragnąc, i odkrywając świat od nowa. Czyż nie pięknym wydaje się życie, gdy rzeki były jeszcze czyste, a ludzie dopiero co poznali ogień? Czy nie chciałbyś próbować leśnych owoców i znajdować nowych zastosowań dla kamieni i kości? Czy to nie tym jest prawdziwe życie? Naprawdę żyć możesz jedynie nie wiedząc o śmierci. Nie wiedząc, mimo że wszyscy naokoło umierają. Właśnie na to ci pozwalam. Za duszę twojej matki oferuję ci zieloną trawkę, stoliczek reagujący na "nakryj się" i może jeszcze trochę LSD. Oh, uwierzyłeś, ty idioto. A przynajmniej to rozważałeś, nie zaprzeczaj. Żartowałam. Do kolejki na stryczek. I powiedz następnemu, żeby wszedł do mojego gabinetu. Może chcesz jabłuszko na pocieszenie? Nie?

Trzeba powiedzieć tacie tata coś poradzi

Mówisz mi - bądź sobą, oh, skoro nalegasz. Jestem bezczelna, w sumie to chamska, i mało obchodzi mnie, co o tym sądzisz. Lubię kiedy patrzysz na mnie z nienawiścią. Lubię widok twoich łez i lubię podsycać twój gniew. Bądź szczera, no jasne, czemu nie. Twoja twarz jest mi obojętna mniej więcej jak sposób nawadniania pól przez Wietnamczyków. Żyj chwilą? Żyj jakby świat jutro się kończył? Pewnie. Pójdę się zaćpać, i będę pieprzyć co popadnie. A potem zabijać. Oh, o co ci chodzi, kapitanie. Cóż to za naburmuszona minka. Robię przecież co każesz.