piątek, 29 lipca 2011

I wtedy słońce zaczęło świecić jakoś tak jasno o tak to było dziwne

Myśli są miękkie, są piękne i gorzkie, a język daje tylko możliwości. Widzę ludzi, i, rozumiesz, widzę w nich ich życia. Tak naprawdę chyba obchodzi mnie jak mają na drugie imię, i do ilu umieją liczyć. Kolor ich oczu i co robili w wolnych chwilach ich dziadkowie. Czasem nie chce mi się czekać i patrzeć, szukać znaków i obserwować, ale wciąż jeszcze się zmuszam. Skąd masz(mam) wiedzieć że ktoś przyszedł, skoro nie zapukał, nie będziesz (będę)(a w sumie, to czemu nie?) przecież stać w progu. Czyli ani w środku ani na zewnątrz. Na pierdolonym, choć stabilnym moście między jedną a drugą możliwością. Czas mija, szanse blakną i znikają, a drzwi zamykają się. Zamykają. A mimo że czas coraz słodszy, nadal myślimy gorzko. Żałując tego co nie było, ale mogło być, i co mogłoby być, ale nie będzie. Czasem wolę więc ubrać się na czarno, i oddać honor straconym szansom. Przekraczając granice wolę nie mieć w sobie barw, nawet kolorowych myśli, żeby w razie czego mieć jakiś sposób na powrót. W ciemności nikt nawet nie zauważy, że przez chwilę mnie nie było. A potem, w końcu, rozumiesz, twarz już nie piecze, a kolce łaskoczą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz